Erasmus Polski

władza pióra

Archiwum dla styczeń 2008

Przyszłość centrolewicy (II)

without comments

Centrolewica jest nijaka, z jednej strony mamy lewicową Senyszyn, z drugiej odrzucanie różnych ideowych “papierków”, mówiących o zwiększeniu lewicowości, przez fakt funkcjonowania Lewicy i Demokratów. Nie dość, że lewica sama nie wie jaka ma być – należy szczerze przyznać, że my sami nie wiemy czego wymagamy od takiej siły. Czy postępującej lewicowości czy kreowania nowej socjaldemokracji?

Czy lewica powinna być taka jak ta na wzór krajów anglosaskich, gdzie siły lewicowe rozciągają się szeroko na scenie politycznej? A może chcemy LiD jako formuły podobnej do włoskiego, rządzącego L’Unione jako koalicji ugrupowań o pewnym wspólnym celu? LiD też tego nie wie z tego powodu także, istnieją próby połączenia Socjaldemokracji Borowskiego z SLD, zaś Demokraci.pl nie akceptują takiego rozwiązania i twierdzą, że taka formuła im odpowiada, zresztą, pozwolę sobie na cytat, który sami zamieścili na swojej stronie, wykorzystując notkę PAP:

“Na pytanie, czy Partia Demokratyczna pozostanie poza dyskusją o integracji partii lewicowych należących do LiD, politycy SLD podkreślają, że zależy im na zachowaniu dotychczasowej formuły współpracy z Demokratami.

(…) – Jeżeli w tej ewentualnej partii mieliby być Demokraci, to powstanie jednego ugrupowania łączącego nas z SLD i SdPl nie jest możliwe – powiedział Onyszkiewicz. Jak dodał, politycy PD chcą “utrzymać współpracę polityczną w ramach obecnej formuły LiD”

Zza pleców Wojciecha Olejniczaka, wyłania się ze swoją wizją Grzegorz Napieralski, który chce zaś modelu szwedzkiego, czyli bardziej socjalnego, niż opartego na realnym wolnym rynku w połączeniu z “nowoczesną” (to często powtarzane przez polityków lewicy na świecie, słowo) polityką społeczną. Ta druga wizja to domena Platformy Obywatelskiej, która właśnie zapowiedziała połączenie tych dwóch elementów. Jest to dobry sygnał dla części centrolewicowców, którzy zwrócili się właśnie do ugrupowania Donalda Tuska. Realizowanie polityki PO, było by ze strony LiD zabójcze.

Zresztą – już jest – na co wskazują sondaże, mówiące o spadku poparcia dla tej partii, do poziomu czterech procent. Nie jestem człowiekiem centrolewicy, co zresztą wiadome jest z moich poglądów, które prezentuję w Salonie24, jednak nie sądzę, aby było to naturalne i definitywnie spowodowane działaniami, a raczej ich brakiem, ze strony centrolewicowców. Idzie bardziej o rywalizację z Platformą, nie ma jednak jasnej wizji realizacji tej koalicji. Nigdy zresztą nie było w niej nic, poza jakimiś nagłaśnianymi poglądami, pragmatycznego i gotowego do zwrócenia uwagi wyborców. Oczywiście, nie domagam się robienia show w stylu Janusza Palikota, nie sprawdza się to nawet na dłuższą metę. Stratą jest nawet występowanie na Paradach Równości – przypominacie sobie tam Ryszarda Kalisza? No właśnie, nie.

Z jednej strony to dobrze, gdyż nie odstręcza to tak elektoratu socjalnego i nazywanego sierotami po transformacji, których nie obchodzi walka o prawa gejów i kolejne przerabianie sprawy narkotyków miękkich. Aborcja zaczęła zamiast tradycyjnie przynosić efekty poparcia, nudzić obywateli i znowu odstraszać. Z drugiej jednak strony – są “niezagospodarowani” mocniejsi lewicowcy, w stylu PPP czy Racji PL. Nie zmienia stanu poparcia fakt, że J. Senyszyn współpracuje z “Faktami i mitami”, skoro nie przynosi to realnych efektów. Część polityków centrolewicy się jej wypiera, ucina sprawy. A wyborcy sami nie przejdą.

Różnoracy publicyści i komentatorzy, nawołują do odnalezienia przez LiD nowej formuły politycznego funkcjonowania. Centrolewicy nie potrzebuje nowej formuły. Potrzeba w ogóle znalezienia jakiejś formuły, o ile we Włoszech choćby, centrolewica zwyciężyła, bo prawica przegrała, o tyle z klęski PiS zyskała Platforma. System takiego pewnego systemu dwupartyjności – wyjawiającej się jednak tylko faktem wymiany władzy między dwiema formacjami, jest klęską lewicy. Bowiem nurty władzy się zmieniły, władzę z Konserwatystów, przejął obóz Liberałów, ale tylko jego część – Platforma. O co chodzi, tłumaczyłem w ostatnim tekście, poświęconym demonom.

Szukam w głowie cudownej (a jakże) recepty na znalezienie miejsca dla lewicy wśród wyborców. Nie znajduję nic poza faktem ogólnej aktywności i wypełniania pewnej luki opozycyjnej po PiS – dzisiaj bowiem największym sojusznikiem centrolewicy, jest Kaczyński, i na odwrót. Tak można robić przy obecnej formie LiD – można jednak myśleć o skonsolidowaniu jej zasadniczych fragmentów w dużą, większą całość. Nie jako SLD, tylko coś co połączy radykalniejszą UP z centrolewicowcami, bliskimi Kutzowi i Palikotowi. Udowodnienie, że od lewicy po centrum nawet, rządzi Witkowski (szef UP) wraz z Onyszkiewiczem (szef Demokratów). A pomiędzy nimi stoi wyraźny lider. Pytanie – kto?

 (-) Erasmus Polski

 Przyszłość centrolewicy (I)

Written by erasmusik

styczeń 19, 2008 at 9:29 pm

Edukacja podwyżkowa

without comments

Już za chwilę, już za moment rozpocznie się wielki marsz nauczycieli po stolicy. Domagają się oni wielu rzeczy. I nie piszę tego z wyrzutem, a w tonie informacyjnym. Jest faktem niezaprzeczalnym, że oczywiście poza podwyżkami idzie także o finansowanie z budżetu kwestii związanych z przedszkolami, jako inicjatywy do marszałka Komorowskiego. O ile w przypadku górników i lekarzy uznaję strajki za błędne, o tyle w sprawie nauczycieli sytuacja jest inna. Dlaczego?

Nauczyciele nie należą do grup zamożnych, w przeciwieństwie do kasty lekarskiej, która walcząc o podwyżki w szpitalach publicznych, jednocześnie ciągnie od pacjentów dodatkowe opłaty – prywatnie. Nauczyciele nie mają zbyt dużego manewru działania w tym zakresie. Szkoły prywatne działają w tych godzinach co publiczne, latanie między innymi jest bezcelowe, a sama praca w szkole niepaństwowej też nie jest satysfakcjonująca. Nie to co u lekarzy, którzy mogą spokojnie z niej żyć – zdrowie przecież jest najważniejsze i warte jest każdych pieniędzy. I lekarze – słusznie zresztą – to wykorzystują. Moralne jednak prawo, zabrania mi wstawienia się za nimi. Podobnie za nielegalnie strajkującymi górnikami, bo przy okazji “Budryka”, ostatnio pojawił się strajk legalny, który zakończył się sukcesem.

Nie chcę w tym wszystkim bronić nauczycieli jako pokrzywdzonych względem innych części sfery finansowanej z budżetu, czyli górniczej i lekarskiej. Nie idzie mi o jakąkolwiek sprawiedliwość społeczną, na jaką powołują się lewicowi ideolodzy. Nie staję po stronie nauczycieli nie ze względu na fakt, że są za słabi, ale mam wrażenie, przyznaję im tutaj rację, że są oszukiwani o wielu lat. Przez kolejne ekipy. Nie uderzam tutaj w konkretne rządowe elity, a wszystkie jako te, które zaniedbały sprawy oświaty, jeśli idzie o podwyżki dla pracowników, tejże oświaty.

Donald Tusk w swoim expose, mówił “[...] Wiem, że jednocześnie musimy zapewnić wzrost płac pracownikom sektora publicznego. O nikim nie wolno nam zapomnieć [...]“

Mówił później także konkretnie o nauczycielach, co prawda nie padły konkretne liczby, jednak w licznych wypowiedziach mówiono o poważnych podwyżkach, oczywiście tam padały liczby 10 proc. oczywiście wliczano także obniżkę składki rentowej, odczuwalną dla wszystkich pracujących. Nie mniej, ostatnio minister Hall, zdaniem nauczycieli, ich oszukała dając za mało. Podjęli protest, niewątpliwie słuszny. Nie można zawsze ulegać, oczywiście powinni także zrozumieć, że obecnie pieniądze są już w pewien sposób “zaklepane” i jakakolwiek zmiana jest niemożliwa. W teorii.

Nauczyciele powinni strajkować w sposób oczywisty – nie marszami po stolicy, co nie przyniesie żadnych rezultatów. Mogę się przejść symbolicznie z piórami w milczeniu, ale to niestety nie robi na żadnej władzy wrażenia. Zdemolowanie stolicy, na tym także nie zrobi, zwłaszcza gdy widzę nieugiętego – i słusznie – Waldemara Pawlaka. I szczerzę wierzę w słowa Tuska, które padły w expose:

“[...] nikogo nie będziemy faworyzować tylko dlatego, że należy do lepiej zorganizowanej niż inne grupy zawodowej czy lobby. To jest kluczowe przesłanie mojego rządu. Pomoc ze strony państwa mają otrzymywać ci najsłabsi, a nie ci najsilniejsi. Chcemy pomóc, także przez wzrost płac, nie tym, którzy najskuteczniej potrafią walczyć o swoje prawa, ale tym, którzy są pozbawieni szansy twardego egzekwowania swoich praw i korzyści. Sprawiedliwe państwo bierze pod opiekę zawsze najsłabszych, nigdy najsilniejszych.”

Niektórym może wydać się, że plotę o zupełnie różnych rzeczach. Raz mówię, że słusznym jest protestowanie nauczycieli, a raz, że marsze w Warszawie są bezcelowe. Chodzi mi jednak o fakt, że nauczyciele powinni porozmawiać, a inaczej rozpocząć takie działania, które skutecznie utrudnią funkcjonowanie oświaty. Sprawa matur jest może niewystarczająca, strajkowanie jakiekolwiek grozi poważnymi konsekwencjami, których górnicy choćby nie ponoszą. Rząd zabezpieczył pieniądze na podwyżki, trudno może być cokolwiek wydobyć. Niech jednak minister Hall spojrzy w twarz nauczycielom i poważnie z nimi porozmawia o tym co da się mimo wszystko zrobić, aby nauczyciele mogli zyskać coś więcej niż prawie nic. Nauczyciele, też powinni starać się o porozumienie. Strajki przed tym rządem nic nie dadzą, jeśli nie da się szansy rozmów. Jestem w trudnej, wręcz patowej sytuacji, bo z jednej strony wierzę w ten rząd, który może realnie coś zrobić, a z drugiej wspieram z całych swych sił nauczycieli. Może powinienem być mediatorem?

Ostatnio na Salonie24, ktoś łaskaw był zauważyć, że prezes [ZNP - przyp. EP] Broniarz, zarabia duże pieniądze i to wszystko – czyli strajki – sprowokowane jest jego interesami prywatnymi, a przecież jest taki bogaty. Racja, prezesi związków zawodowych są zazwyczaj bardzo zamożni. I to nie są dobre osoby do domagania się o wysokie pensje. Zresztą – poczytajmy “Fakt” o willach szefów związków górników i lekarzy. Niektórzy, zwłaszcza lewicowi obywatele, szybko się oburzą. Każdy ma prawo zarabiać tyle, ile ma załatwione z pracodawcą. A jeśli poświęca się i pracuje dla związku, czemu ma nie dostać też pieniędzy? Każdy kij ma dwa końce.

Written by erasmusik

styczeń 18, 2008 at 9:54 am

Napisane w Wszystko

Demony się znudziły. Wrócą?

without comments

Radykalne siły polityczne zostały wyeliminowane z polskiego życia publicznego w ostatnich wyborach. Nie ma na scenie politycznej lewicy ani Ligii Polskich Rodzin. Zamieniliśmy Andrzeja Leppera na Jarosława Kaczyńskiego. Roman Giertych przejawia się w politykach PiS częściej. Marka Jurka nie ma. Korwin-Mikke i za razem Piotr Ikonowicz są poza Sejmem. Twardy populizm a’la Samoobrona zamieniliśmy w miękki populizm Donalda Tuska. Nie ma demonów. Czy wrócą, a może już zostały zabite przez silne scentralizowane bloki pragmatyczne?

Pisząc o demonach, sam zadaję sobie pytanie, czy można tak pisać o politykach Najjaśniejszej Rzeczpospolitej? Można, zwłaszcza, jeśli ich działalność służy wytworzeniu się radykalnych frontów politycznych. Zastanawiające jest jednak skala zjawiska, znikania demonów i ich tryumfalnego powracania na scenę czy to polityczną czy społeczną. Zjawisko to pojawia się cyklicznie na całym świecie, wbrew twierdzeniom o tym, że polska polityka zdecydowanie stała się bardziej stabilna. Raz, politycy względnie radykalni są na górze, zyskując poparcie mieszkańców swojego kraju, a raz słabną, tracąc wpływy na realną politykę względem populistów w wersji soft, którzy wydają się bardziej liberalni, lub konserwatywni. Idący trochę do środka, łagodzący polityczne obyczaje.

W Polsce jest ciekawa sytuacja, gdyż zasadniczo, nie doprowadziliśmy do takiej konkretnie zmiany. Populizm Romana Giertycha i Andrzeja Leppera, został w pewien sposób “przytulony” przez Jarosława Kaczyńskiego i jego formację. Formacją bowiem, a nie partią polityczną jako całość, jest Prawo i Sprawiedliwość. Tworzy blok polityczny oparty na głosach radykalnych, ale i tych bardziej umiarkowanych (teraz zanikających, zwłaszcza po odejściu i tak, powiedzmy nie tyle marginalizowanych, co usuwanych w cień, Pawła Zalewskiego i Kazimierza Ujazdowskiego).

Można rzeczywiście dojść do tezy – być może pozornej, gdyż mimo wszystko nadal jesteśmy dość świeżo po wyborach, choć wydaje się, że minęło już tyle miesięcy – że polska polityka idzie w kierunku pewnego uszeregowania politycznego, nazwijmy to podziałem osiowym, na konserwatystów i liberałów. Jest to oczywiście podział iluzoryczny, gdyż dwie główne partie są w zasadzie tylko odmianami jednego politycznego nurtu. Przyjmijmy jednak taką tezę, jako podział osiowy z uwzględnieniem roli lewicy, która zawsze, w każdym niemal układzie światowym raczej jest jednym z biegunów. I, co wiąże się także z naszą polityczną specyfiką, PSL jako punkt pomiędzy dwiema częściami.

Konserwatyści to dzisiaj wszyscy, którzy wspierają szeroko rozumiany obóz IV RP, co jest charakterystycznym punktem podziału z liberałami, w rozumieniu przeciwieństwa do konserwatyzmu, bo z pewnością nie jest zbyt trafionym stwierdzenie, że Platforma to liberałowie, co zaś usilnie wmawia Jarosław Kaczyński. Można nawet z jego wypowiedzi wyciągnąć chęć stworzenia właśnie takiego podziału. Podziału służącego dwóm zasadniczym celom. Usunięciu demonów na zawsze i utrwalenie się na swojej pozycji. Manewr – przyznajcie – udany.

Liberałowie zaś, skupiają przeciwników konserwatystów, co jest definicją bardzo rozbudowaną, ale taka też jest formacja liberalna, co pokazały wyniki wyborów. Na Platformę, jako obóz prezentujący rzekomych liberałów, głosowała ogromna ilość obywateli. Razem, na liberałów głosowało ok. 50%, gdyż PSL traktujemy jako oś zupełnie oddzielną. O ile jednak w tym wszystkim, konserwatyści są jedni, liberałowie są szeroko. Tym także można tłumaczyć działalność Donalda Tuska, który chce przyciągnąć także tą lewicową część szerokiego obozu liberalnego. Jak wskazują sondaże – skutecznie. Ma za sobą właśnie, wspomniane 50 proc., a nawet (ostatnie badanie) 53.

Co jednak z demonami? To ważna kwestia, jeśli idzie o polską politykę w perspektywie nawet sześciu lat, oczywiście najbliższe sprawdzam to będzie decyzja w 2009 roku (wybory do Parlamentu Europejskiego), gdzie okaże się, czy ostateczny tryumf idei “pragmatycznych” bloków nadszedł, czy był tylko efektem plebiscytowego charakteru zeszłorocznych wyborów. Nawet jeśli było to wynikiem charakteru wyborów, to raczej nie ma szansy na podniesienie się z kolan Samoobrony czy też LPR. Zejść ze sceny jest łatwo, ale wrócić? Raczej nie. Demony się znudziły. Odeszły. Czy wrócą?

Erasmus Polski
Tytułem wyjaśnienia: LiD nie jest lewicą.  Jakby ktoś miał wątpliwości…
Ubogość (długość) tekstu związana jest z miejscem – jesteśmy w Sieci. Nie dość, że się nie chce czytać, to jeszcze trzeba zapłacić za energię, no i dbać o wzrok.  Myślę jednak nad wprowadzeniem odnośników z nagraniami tekstów czytanymi dzięki programowi firmy Ivo Software. Na razie, nic nie jest pewne, tymczasem – cieszcie się, czym możecie… 

Written by erasmusik

styczeń 14, 2008 at 8:07 pm