Erasmus Polski

władza pióra

Demony się znudziły. Wrócą?

Skomentuj »

Radykalne siły polityczne zostały wyeliminowane z polskiego życia publicznego w ostatnich wyborach. Nie ma na scenie politycznej lewicy ani Ligii Polskich Rodzin. Zamieniliśmy Andrzeja Leppera na Jarosława Kaczyńskiego. Roman Giertych przejawia się w politykach PiS częściej. Marka Jurka nie ma. Korwin-Mikke i za razem Piotr Ikonowicz są poza Sejmem. Twardy populizm a’la Samoobrona zamieniliśmy w miękki populizm Donalda Tuska. Nie ma demonów. Czy wrócą, a może już zostały zabite przez silne scentralizowane bloki pragmatyczne?

Pisząc o demonach, sam zadaję sobie pytanie, czy można tak pisać o politykach Najjaśniejszej Rzeczpospolitej? Można, zwłaszcza, jeśli ich działalność służy wytworzeniu się radykalnych frontów politycznych. Zastanawiające jest jednak skala zjawiska, znikania demonów i ich tryumfalnego powracania na scenę czy to polityczną czy społeczną. Zjawisko to pojawia się cyklicznie na całym świecie, wbrew twierdzeniom o tym, że polska polityka zdecydowanie stała się bardziej stabilna. Raz, politycy względnie radykalni są na górze, zyskując poparcie mieszkańców swojego kraju, a raz słabną, tracąc wpływy na realną politykę względem populistów w wersji soft, którzy wydają się bardziej liberalni, lub konserwatywni. Idący trochę do środka, łagodzący polityczne obyczaje.

W Polsce jest ciekawa sytuacja, gdyż zasadniczo, nie doprowadziliśmy do takiej konkretnie zmiany. Populizm Romana Giertycha i Andrzeja Leppera, został w pewien sposób “przytulony” przez Jarosława Kaczyńskiego i jego formację. Formacją bowiem, a nie partią polityczną jako całość, jest Prawo i Sprawiedliwość. Tworzy blok polityczny oparty na głosach radykalnych, ale i tych bardziej umiarkowanych (teraz zanikających, zwłaszcza po odejściu i tak, powiedzmy nie tyle marginalizowanych, co usuwanych w cień, Pawła Zalewskiego i Kazimierza Ujazdowskiego).

Można rzeczywiście dojść do tezy – być może pozornej, gdyż mimo wszystko nadal jesteśmy dość świeżo po wyborach, choć wydaje się, że minęło już tyle miesięcy – że polska polityka idzie w kierunku pewnego uszeregowania politycznego, nazwijmy to podziałem osiowym, na konserwatystów i liberałów. Jest to oczywiście podział iluzoryczny, gdyż dwie główne partie są w zasadzie tylko odmianami jednego politycznego nurtu. Przyjmijmy jednak taką tezę, jako podział osiowy z uwzględnieniem roli lewicy, która zawsze, w każdym niemal układzie światowym raczej jest jednym z biegunów. I, co wiąże się także z naszą polityczną specyfiką, PSL jako punkt pomiędzy dwiema częściami.

Konserwatyści to dzisiaj wszyscy, którzy wspierają szeroko rozumiany obóz IV RP, co jest charakterystycznym punktem podziału z liberałami, w rozumieniu przeciwieństwa do konserwatyzmu, bo z pewnością nie jest zbyt trafionym stwierdzenie, że Platforma to liberałowie, co zaś usilnie wmawia Jarosław Kaczyński. Można nawet z jego wypowiedzi wyciągnąć chęć stworzenia właśnie takiego podziału. Podziału służącego dwóm zasadniczym celom. Usunięciu demonów na zawsze i utrwalenie się na swojej pozycji. Manewr – przyznajcie – udany.

Liberałowie zaś, skupiają przeciwników konserwatystów, co jest definicją bardzo rozbudowaną, ale taka też jest formacja liberalna, co pokazały wyniki wyborów. Na Platformę, jako obóz prezentujący rzekomych liberałów, głosowała ogromna ilość obywateli. Razem, na liberałów głosowało ok. 50%, gdyż PSL traktujemy jako oś zupełnie oddzielną. O ile jednak w tym wszystkim, konserwatyści są jedni, liberałowie są szeroko. Tym także można tłumaczyć działalność Donalda Tuska, który chce przyciągnąć także tą lewicową część szerokiego obozu liberalnego. Jak wskazują sondaże – skutecznie. Ma za sobą właśnie, wspomniane 50 proc., a nawet (ostatnie badanie) 53.

Co jednak z demonami? To ważna kwestia, jeśli idzie o polską politykę w perspektywie nawet sześciu lat, oczywiście najbliższe sprawdzam to będzie decyzja w 2009 roku (wybory do Parlamentu Europejskiego), gdzie okaże się, czy ostateczny tryumf idei “pragmatycznych” bloków nadszedł, czy był tylko efektem plebiscytowego charakteru zeszłorocznych wyborów. Nawet jeśli było to wynikiem charakteru wyborów, to raczej nie ma szansy na podniesienie się z kolan Samoobrony czy też LPR. Zejść ze sceny jest łatwo, ale wrócić? Raczej nie. Demony się znudziły. Odeszły. Czy wrócą?

Erasmus Polski
Tytułem wyjaśnienia: LiD nie jest lewicą.  Jakby ktoś miał wątpliwości…
Ubogość (długość) tekstu związana jest z miejscem – jesteśmy w Sieci. Nie dość, że się nie chce czytać, to jeszcze trzeba zapłacić za energię, no i dbać o wzrok.  Myślę jednak nad wprowadzeniem odnośników z nagraniami tekstów czytanymi dzięki programowi firmy Ivo Software. Na razie, nic nie jest pewne, tymczasem – cieszcie się, czym możecie… 

Written by erasmusik

styczeń 14, 2008 @ 8:07 pm

Dodaj komentarz