Erasmus Polski

władza pióra

Edukacja podwyżkowa

Skomentuj »

Już za chwilę, już za moment rozpocznie się wielki marsz nauczycieli po stolicy. Domagają się oni wielu rzeczy. I nie piszę tego z wyrzutem, a w tonie informacyjnym. Jest faktem niezaprzeczalnym, że oczywiście poza podwyżkami idzie także o finansowanie z budżetu kwestii związanych z przedszkolami, jako inicjatywy do marszałka Komorowskiego. O ile w przypadku górników i lekarzy uznaję strajki za błędne, o tyle w sprawie nauczycieli sytuacja jest inna. Dlaczego?

Nauczyciele nie należą do grup zamożnych, w przeciwieństwie do kasty lekarskiej, która walcząc o podwyżki w szpitalach publicznych, jednocześnie ciągnie od pacjentów dodatkowe opłaty – prywatnie. Nauczyciele nie mają zbyt dużego manewru działania w tym zakresie. Szkoły prywatne działają w tych godzinach co publiczne, latanie między innymi jest bezcelowe, a sama praca w szkole niepaństwowej też nie jest satysfakcjonująca. Nie to co u lekarzy, którzy mogą spokojnie z niej żyć – zdrowie przecież jest najważniejsze i warte jest każdych pieniędzy. I lekarze – słusznie zresztą – to wykorzystują. Moralne jednak prawo, zabrania mi wstawienia się za nimi. Podobnie za nielegalnie strajkującymi górnikami, bo przy okazji “Budryka”, ostatnio pojawił się strajk legalny, który zakończył się sukcesem.

Nie chcę w tym wszystkim bronić nauczycieli jako pokrzywdzonych względem innych części sfery finansowanej z budżetu, czyli górniczej i lekarskiej. Nie idzie mi o jakąkolwiek sprawiedliwość społeczną, na jaką powołują się lewicowi ideolodzy. Nie staję po stronie nauczycieli nie ze względu na fakt, że są za słabi, ale mam wrażenie, przyznaję im tutaj rację, że są oszukiwani o wielu lat. Przez kolejne ekipy. Nie uderzam tutaj w konkretne rządowe elity, a wszystkie jako te, które zaniedbały sprawy oświaty, jeśli idzie o podwyżki dla pracowników, tejże oświaty.

Donald Tusk w swoim expose, mówił “[...] Wiem, że jednocześnie musimy zapewnić wzrost płac pracownikom sektora publicznego. O nikim nie wolno nam zapomnieć [...]“

Mówił później także konkretnie o nauczycielach, co prawda nie padły konkretne liczby, jednak w licznych wypowiedziach mówiono o poważnych podwyżkach, oczywiście tam padały liczby 10 proc. oczywiście wliczano także obniżkę składki rentowej, odczuwalną dla wszystkich pracujących. Nie mniej, ostatnio minister Hall, zdaniem nauczycieli, ich oszukała dając za mało. Podjęli protest, niewątpliwie słuszny. Nie można zawsze ulegać, oczywiście powinni także zrozumieć, że obecnie pieniądze są już w pewien sposób “zaklepane” i jakakolwiek zmiana jest niemożliwa. W teorii.

Nauczyciele powinni strajkować w sposób oczywisty – nie marszami po stolicy, co nie przyniesie żadnych rezultatów. Mogę się przejść symbolicznie z piórami w milczeniu, ale to niestety nie robi na żadnej władzy wrażenia. Zdemolowanie stolicy, na tym także nie zrobi, zwłaszcza gdy widzę nieugiętego – i słusznie – Waldemara Pawlaka. I szczerzę wierzę w słowa Tuska, które padły w expose:

“[...] nikogo nie będziemy faworyzować tylko dlatego, że należy do lepiej zorganizowanej niż inne grupy zawodowej czy lobby. To jest kluczowe przesłanie mojego rządu. Pomoc ze strony państwa mają otrzymywać ci najsłabsi, a nie ci najsilniejsi. Chcemy pomóc, także przez wzrost płac, nie tym, którzy najskuteczniej potrafią walczyć o swoje prawa, ale tym, którzy są pozbawieni szansy twardego egzekwowania swoich praw i korzyści. Sprawiedliwe państwo bierze pod opiekę zawsze najsłabszych, nigdy najsilniejszych.”

Niektórym może wydać się, że plotę o zupełnie różnych rzeczach. Raz mówię, że słusznym jest protestowanie nauczycieli, a raz, że marsze w Warszawie są bezcelowe. Chodzi mi jednak o fakt, że nauczyciele powinni porozmawiać, a inaczej rozpocząć takie działania, które skutecznie utrudnią funkcjonowanie oświaty. Sprawa matur jest może niewystarczająca, strajkowanie jakiekolwiek grozi poważnymi konsekwencjami, których górnicy choćby nie ponoszą. Rząd zabezpieczył pieniądze na podwyżki, trudno może być cokolwiek wydobyć. Niech jednak minister Hall spojrzy w twarz nauczycielom i poważnie z nimi porozmawia o tym co da się mimo wszystko zrobić, aby nauczyciele mogli zyskać coś więcej niż prawie nic. Nauczyciele, też powinni starać się o porozumienie. Strajki przed tym rządem nic nie dadzą, jeśli nie da się szansy rozmów. Jestem w trudnej, wręcz patowej sytuacji, bo z jednej strony wierzę w ten rząd, który może realnie coś zrobić, a z drugiej wspieram z całych swych sił nauczycieli. Może powinienem być mediatorem?

Ostatnio na Salonie24, ktoś łaskaw był zauważyć, że prezes [ZNP - przyp. EP] Broniarz, zarabia duże pieniądze i to wszystko – czyli strajki – sprowokowane jest jego interesami prywatnymi, a przecież jest taki bogaty. Racja, prezesi związków zawodowych są zazwyczaj bardzo zamożni. I to nie są dobre osoby do domagania się o wysokie pensje. Zresztą – poczytajmy “Fakt” o willach szefów związków górników i lekarzy. Niektórzy, zwłaszcza lewicowi obywatele, szybko się oburzą. Każdy ma prawo zarabiać tyle, ile ma załatwione z pracodawcą. A jeśli poświęca się i pracuje dla związku, czemu ma nie dostać też pieniędzy? Każdy kij ma dwa końce.

Written by erasmusik

styczeń 18, 2008 @ 9:54 am

Napisane w Wszystko

Dodaj komentarz